Zwierzęta w czasach pandemii koronawirusa

Co jakiś czas świat nawiedzają kataklizmy, które pustoszą naszą planetę. Wynikają one bardzo często z nieodpowiedzialnego działania człowieka. Pożary, powodzie, nadmierny konsupcjonizm, czy brak empatii u ludzi były dla mnie punktem wyjścia do napisania artykułu: Paradoks szczęścia, czyli jak człowiek niszczy planetę Ziemię. Natomiast teraz borykamy się z nieco innym problemem. Sytuacja związana z koronawirusem oddziałuje na nas wszystkich. Nie ma znaczenia, czy pośrednio, czy bezpośrednio. Problem jest realny. Jednak w tym wszystkim często zapomina się o zwierzętach. Dlatego postanowiłem zebrać dla Was trochę informacji i poniżej przedstawię Wam kilka przykładów z Polski i ze świata.

Na początek przypomnę tylko czym jest koronowirus, aby następnie przejść do tematu zwierząt. Pamiętajmy, że nie jest to jednak jedyna cząsteczka organiczna, która nam zagraża. Ale do rzeczy… COVID-19, czyli inaczej Coronavirus Disease 2019 to ostra choroba układu oddechowego, spowodowana zakażeniem wirusem SARS-CoV 2. Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że to wirus RNA, należący do koronawirusów, który jest odpowiedzialny za aktualną światową pandemię. Przenoszony jest drogą kropelkową z człowieka na człowieka. Uznaje się także, że wirus przeżywa dłużej w niskich temperaturach.

W obliczu tak dużego zagrożenia wprowadzono daleko idące restrykcje. Zamknięto szkoły, restauracje, ośrodki kulturalne, zoo, ogrody botaniczne, a nawet Parki Narodowe.

Niedawno trafiłem na bardzo ciekawą informację. Otóż w Chicago znajduje się oceanarium, które wykorzystało brak obecności ludzi i dało „wychodne” swoim podopiecznym. Pracownicy wypuścili dwa pingwiny skalne (Eudyptes chrysocome), które pod czujnym okiem  opiekunów, zwiedzały obiekt, w którym na co dzień przebywają. Na wideo opublikowanym w mediach społecznościowych widać, jak ciekawskie pingwiny rozglądają się wokoło, a w szczególności w sekcji z rybami. Takie przypadki są rzadkością, ale warto szukać pozytywów wśród natłoku złych informacji. Warto dodać, że samo oceanarium powstało w 1930 roku i znajduje się przy ulicy Lake Shore Drive, przy brzegu jeziora Michigan w USA. Natomiast ten gatunek pingwinów został sklasyfikowany w Czerwonej Księdze Gatunków Zagrożonych (IUCN) jako zagrożony wyginięciem.

Niestety negatywnych informacji o zwierzętach w czasach pandemii jest bardzo dużo. Wśród nich jest ta o stadzie wygłodniałych małp, które walczyły ze sobą na ulicach Lop Buri w Tajlandii o banana, czy o jogurt. Małpami tymi są makaki krabożerne (Macaca fascicularis), które naturalnie żyją w stadach od 5 do nawet 60 osobników. Z uwagi na to, że Tajlandia jest krajem turystycznym, ssaki te przyzwyczaiły się do obecności ludzi, a nawet wymagają od nich jedzenia. Dlatego główną zasadą jest to, żeby nie nosić ze sobą żadnego jedzenia i błyskotek, które mogą zwrócić uwagę stada, które siedząc na dachach i chodnikach ocenia, kto jest potencjalną ofiarą, której można coś zabrać. Turyści odwiedzający świątynię Prang Sam Yot, mieszczącą się w ścisłym centrum małpiego miasta nauczyli makaki, że człowiek = jedzenie. Teraz, gdy szaleje koronawirus małpy straciły źródło pokarmu. Ludzie zniknęli z ulic, a opanowały je wygłodniałe małpy. Ten inwazyjny gatunek stał się zagrożeniem dla nielicznych turystów i mieszkańców Tajlandii. Pokazuje to także kolejny problem jakim jest bezmyślność turystów. Gdyby wcześniej nie dokarmiano małp, to zmuszone byłyby poszukiwać naturalnego pokarmu  (owoców, owadów, małży i krabów), a tym samym ich rozrodczość i liczebność utrzymywałaby się w prawidłowych ramach.

Podobna sytuacja ma miejsce w Polsce. Najlepszym tego przykładem jest Kraków. Każdy kto był w tym mieście to wie, że jednym z jego symboli są gołębie. Niegdyś krążyła legenda, że są to zaklęci wojowie księcia Henryka IV Probusa (księcia krakowskiego, wrocławskiego i ścinawskiego, ur. 1257 lub 1258 r., zm. 23 czerwca 1290 r.), który poświęcił swoich żołnierzy dla zdobycia pieniędzy, za które chciał zjednoczyć plemiona polskie. Pomocna wróżka przemieniła wojów w gołębie, a one siedząc na murach Krakowskiej Bazyliki i wydziobując maleńkie kamyczki, wypuszczały je z dzióbków. Kamyczki spadały na płytę Rynku i zamieniały się w monety, które zapełniały skarbiec. Kiedy kosztowności zapełniły skarbiec książę zapomniał o swoich wojownikach, a ci  do dzisiaj czekają na swojego pana i zdjęcie zaklęcia. Tyle z legend… Współcześnie liczebność gołębi miejskich przerosła włodarzy Krakowa. Pojawiły się nawet pomysły, aby miasto zatrudniło na etat sokolnika miejskiego, który z pomocą sokołów przepłaszałby z centrum gołębie, czy gawrony, niszczące zabytki i zielone tereny. Sytuacja nieco się odwróciła, gdy szaleje COVID-19. Od kiedy z rynku i krakowskich uliczek zniknęli mieszkańcy i turyści, ptaki straciły główne źródło pożywienia. Pojawił się więc apel Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, aby codziennie dokarmiać gołębie. Nie jestem do końca przekonany o słuszności tego przedsięwzięcia. Gołębie miejskie potrafią rozmnażać się przez cały rok, więc każda forma dokarmiania powoduje zwiększenie się populacji tych ptaków. Obecna sytuacja bez dokarmiania pozwoliłaby ptakom na przystosowanie się do nowych realiów i poszukiwania naturalnego pokarmu, który jest dla nich zdecydowanie zdrowszy niż pozostałości jedzenia od turystów.

park-4147368_640
Gołąb miejski

Czas, w którym przyszło się zmierzyć człowiekowi ze śmiercionośnym wirusem, nałożył się w pewien sposób z okres lęgowym ptaków oraz okresem polowań na zwierzęta. W przypadku tego pierwszego zagadnienia więcej szczegółów znajdziecie w moim wpisie – Okres lęgowy ptaków. To tam opisałem, że w zależności od punktu widzenia trwa on od  1 marca a 15 października, bądź od 1 marca do 15 sierpnia, ale mimo wszystko należy zwracać uwagę na indywidualne cykle lęgowe poszczególnych ptaków. Drugie zagadnienie jest równie złożone. W zależności od gatunku, na który polują myśliwi, ustalono rożne terminy. Dla przykładu na lisy poluje się od dnia 1 czerwca do dnia 31 marca, a na terenach obwodów łowieckich, w których występuje głuszec lub cietrzew lub prowadzono w ostatnich 2 latach kalendarzowych zasiedlenia zająca, bażanta lub kuropatwy – przez cały rok. Na sarny poluje się od dnia 11 maja do dnia 30 września (kozły) lub od dnia 1 października do dnia 15 stycznia (kozy i koźlęta). Natomiast do dzików myśliwi strzelają przez cały rok.

Teraz, gdy obowiązują różnego rodzaju obostrzenia, ludzi w przestrzeniach miejskich oraz w lasach jest znacznie mniej. Dotyczy to zarówno zwykłych spacerowiczów, turystów, jaki i myśliwych. Tak więc ptaki i ssaki mają więcej spokoju do wyprowadzenia skutecznych lęgów, czy znalezienia miejsc, gdzie mogą wydać na świat swoje młode.

Fora internetowe oraz grupy ornitologiczne na Facebooku donoszą, że raniuszki zajęły już swoje terytoria lęgowe i przystąpiły do budowy gniazd. Sikory i kowaliki zaczynają pilnować budek lęgowych, a sroki układają gałązki na szczytach drzew.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Wysoka temperatura spowodowała także, że rośliny wypuściły pąki i liście, a inne nawet zakwitły. Tym samym zapylacze takie jak trzmiele, czy pszczoła miodna wyruszyły na poszukiwanie nektaru i pyłku.

Na stronach Parków Narodowych, takich jak Tatrzański, pojawiły się informacje, że w związku z wprowadzeniem w Polsce stanu zagrożenia epidemicznego oraz odpowiadając na apel Premiera RP i Ministra Zdrowia, by na czas zagrożenia pozostać w domach, nie wychodzić bez potrzeby, w trosce o zdrowie wszystkich obywateli zamknięto teren TPN do odwołania. Tym samym kozice, niedźwiedzie i świstaki nie muszą ukrywać się przed ludźmi. A miejsce takie jak Dolina Chochołowska, nie przeżyją w tym roku oblężenia, w momencie, gdy zakwitną krokusy spiskie. Dla tych którzy nie mieli okazji podziwiać ich piękna, zostawiam link z moją fotorelacją: Geofity – gdzie szukać najpiękniejszych zwiastunów wiosny? (część 1)

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Sporo czasu poświęciłem na omówienie losu dzikich zwierząt. Ale co z naszymi domowymi pupilami? W obawie przed wirusem niektórzy ludzie pozbawiali dachu nad głową psy i koty. Jest to zaskakujące, a nawet oburzające. Zdaniem Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) nie ma dowodów na to, żeby zwierzęta domowe mogły zostać zarażone koronawirusem. Owszem, zaleca się, aby dobrze umyć ręce mydłem i wodą po kontakcie ze zwierzętami. Chroni to przede wszystkim przed popularnymi bakteriami, tj. E.coli i Salmonella, mogącymi przenikać między zwierzętami domowymi a ludźmi. Organizacje typu World Small Animal Veterinary Association wzywają nawet lekarzy weterynarii do uspokajania opiekunów w tak trudnym czasie. Główny Inspektor Sanitarny informuje, że w przypadku zwierząt domowych takich jak psy, które muszą być regularnie wyprowadzane na zewnątrz, rozwiązaniem jest przeniesienie ich na czas kwarantanny do domu zastępczego opiekuna, czy hotelu dla zwierząt. Ostatecznością w sytuacjach skrajnych jest kontakt ze schroniskiem dla zwierząt. Należy dodać też, że w wyniku paniki wielu mieszkańców chińskiego Wuhan porzuciło swoje zwierzęta domowe opuszczając mieszkania. Część z nich pozostawiało swoim psom i kotom wodę i pożywienie na kilka dni, sądząc, że niedługo do nich wrócą. Przedłużająca się przerwa noworoczna i kwarantanna sprawiły, że wielu nie dało rady w porę wrócić do domów. Lokalne organizacje działające na rzecz zwierząt donosiły, że niektóre z nich umarły, a inne  głodowały. Część obywateli prosiła o pomoc organizację Shine Animal Protection Association w mieście Dalian, która uratowała co najmniej 380 psów i kotów. Szacuje się, że około 5 milionów ludzi opuściło miasto Wuhan, pozostawiając bez opieki, jedzenia i picia blisko 50 tys. zwierząt domowych.

Aby nie było, że ludzie są tylko bezduszni, to przytoczę jedną pozytywną historię z Azji. Rzecz wydarzyła się w Kantonie na południu Chin. Uznaje się, że jest to siedziba najstarszych i największych w kraju targów. Właściciel jednego ze sklepów nie miał możliwości dotarcia do uwiezionego w nim kota. W związku z ograniczeniami transportowymi i kwarantanną powrót sklepikarza był niemożliwy. Mieszkańcy jednego z bloków w Kantonie z własnej inicjatywy wspinali się po drabinie, by karmić rudobrązowego kota Maomiego. Wygłodniały kot wychylał się przez otwór wentylacyjny na wysokości pierwszego piętra, a ludzie codziennie wkładali mu tam karmę i wodę. W chwilach, gdy codzienność jest tak trudna, potrzebne są tak pozytywne odruchy. Bez pomocy człowieka, wiele zwierząt samych sobie nie poradzi.

kotek rudy

Na koniec chciałbym zwrócić Waszą uwagę na zamknięte placówki, które na co dzień zajmują się dzikimi zwierzętami. Zarówno zoo, jaki i  safari-zoo, często zależne są od liczby odwiedzających je osób. Przy braku stałego przypływu gotówki wiele instytucji ograniczyło liczbę pracowników. Jednak przedłużający się czas odbija się również na zwierzętach. Utrzymanie każdego ze zwierząt generuje określone koszty. Ostatnio głośno stało się o zoo-safari w Borysewie, które nie kwalifikuje się do pomocy w ramach rządowego pakietu gospodarczego, bo prowadzi działalność sezonową. Jest to wyjątkowa jednostka, gdyż żaden inny polski ogród zoologiczny nie hoduje białych tygrysów. To gatunek trudny i rzadko rozmnaża się w niewoli. W Borysewie zapewniono im tak dobre warunki, że w 2015 roku w jednym miocie urodziły się aż trzy tygrysiątka! Dlatego, aby ratować się z ciężkiej sytuacji, w dobie koronowirusa, zarząd zoo wprowadził możliwość zakupu biletów z długą datą ważności. W końcu los zwierząt jest w tym przypadku niezwykle kruchy i zależny od wrażliwości ludzi.

white-bengal-tiger-406999_640

Pamiętajmy jednak, że po każdej burzy wychodzi słońce. Musimy wierzyć, że kryzys zostanie szybko zażegnany i wszystko wróci do normalności. Może już niedługo będzie tak jak w chińskiej bazie pandy w Syczuan, która ponownie otworzyła się publicznie po dwumiesięcznym zamknięciu. Baza została zamknięta 24 stycznia, a więc w szczytowym sezonie turystycznym dla parku. Ponowne otwarcie nastąpiło po decyzji prowincji o obniżeniu poziomu zagrożenia COVID-19 z poziomu II na poziom III. Chiny mają czteropoziomowy system reagowania kryzysowego w zakresie zdrowia publicznego, przy czym poziom I jest najwyższy. Niektóre środki ostrożności dotyczące epidemii pozostają bez zmian. Baza podała, że ​​ograniczy dzienną liczbę odwiedzających do 5000 osób i będzie wymagała od gości przedstawienia świadectw zdrowia. Osoby z gorączką nie zostaną wpuszczone.

Czasy pandemii to trudny czas dla nas wszystkich. Nikt nie lubi ograniczeń, ale niektóre są niezbędne do tego, aby wrócić do normalności. Dlatego i ja proszę Was o rozwagę i stosowanie się do wszelkich medycznych zaleceń:

  • Często myj ręce mydłem i wodą przez co najmniej 20-30 sekund, szczególnie po przebywaniu w miejscu publicznym, po skorzystaniu z toalety lub po wydmuchaniu nosa, kaszlu, czy kichaniu;
  • Jeśli mydło i woda nie są łatwo dostępne, użyj do dezynfekcji rąk preparatu zawierającego co najmniej 60% alkoholu. Zwilż wszystkie powierzchnie dłoni i pocieraj je razem, aż będą suche;
  • Unikaj dotykania oczu, nosa i ust niemytymi rękami;
  • Zamontuj dozowniki ze środkiem dezynfekcyjnym w każdym pomieszczeniu;
  • Zadbaj o odpowiednie przeszkolenie zespołu, sprawdzenie, czy w poprawny sposób myją ręce i czy dezynfekują gabinet i sprzęt.

Jedna myśl na temat “Zwierzęta w czasach pandemii koronawirusa

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: