Wiewiórka. Prawdziwa historia symbolu Lex Szyszko

Chyba każdy z nas doświadczył lub słyszał o sytuacji, gdy raz przekazana informacja z czasem przetwarzana jest na tyle wersji, że z pierwotną nie ma już nic wspólnego. Długo zastanawiałem się, czy historię o martwej wiewiórce z 2 marca 2017 roku, brać na warsztat. Stwierdziłem jednak, że kurz osiadł na tyle, że w spokoju i bez zbędnych emocji można opisać społeczeństwu genezę zdjęcia z Parku Szczęśliwickiego w Warszawie. W końcu wszyscy powinni znać prawdę, a nie jej przetworzoną wersję.

W tym miejscu ważne jest nakreślenie tła. Ważne jest więc postawienie sobie dwóch zasadniczych pytań:
1. Dlaczego śmierć wiewiórki tak mocno dotknęła społeczeństwo?
2. Jaka sytuacja prawna obowiązywała na początku 2017 r. w odniesieniu do ochrony przyrody?

10
fot. E.Fic

W naszym ludzkim świecie w dużej  dominuje pragmantyzm i zachowawczość. Stosujemy system zero-jedynkowy. Albo coś posiadamy, albo tego nie mamy. Albo coś lubimy, albo czegoś unikamy. Zwracamy uwagę na to, co nas dotyczy lub dzięki naszym działaniom, może ulec zmianie. Dlaczego więc zdjęcie wiewiórki udostępniono ponad 14 261 razy? Co spowodowało, że 1278 osób skomentowało wpis na Facebooku? Przede wszystkim nikt nie lubi patrzeć na cierpienie bezbronnych zwierząt. To my ludzie jesteśmy odpowiedzialni za to jak kształtowana jest przyroda. Dlatego też wielu z nas nie godzi się na to, aby ludzkie działania doprowadzały do niszczenia tego co tak lubimy. A trzeba przyznać, że rude „Baśki” należą do jednych z najsympatyczniejszych zwierząt. Dawniej wierzono, że wiewiórka, która wybiegnie przed nadjeżdżającego da mu pomyślność. Natomiast pojawienie się wiewiórki w snach miało przynosić radości oraz szczęście w życiu osobistym lub nawet zwiastowało pojawienie się potomka. Utrwalenie takiego obrazu do dnia dzisiejszego, w połączeniu z częstym widokiem wiewiórek jedzących orzechy wprost z rąk ludzkich spowodowało, że pokochaliśmy te małe gryzonie. Nie powinno więc dziwić, że śmierć rudego maleństwa poruszyła Polaków.

8

Nie byłoby jednak tak dużego zamieszania, gdyby nie fakt, że polskie prawo ochrony przyrody ulegało ciągłym zmianom. Szczególnie w zakresie usuwania drzew. Pod koniec 2016 roku ogłoszono, że prowadzone są prace nad nowelizacjami: ustawy o ochronie przyrody, ustawy Prawo ochrony środowiska oraz ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko. Zgodnie z ogłoszonymi danymi, projekty Ministerstwa zakładały między innymi likwidację Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska wraz z Regionalnymi Dyrekcjami i zastąpienie ich nową instytucją o ograniczonych kompetencjach. Tym samym pod dużym znakiem zapytania stanął los przydrożnych drzew i alei, których usunięcie dotychczas wymagało uzgodnienia z powyższymi jednostkami. Zastanawiające było również to w jaki sposób kontrolowani będą przedsiębiorcy, którzy w dużej mierze przedkładali własne interesy nad potrzebami natury i społeczeństwa. W odniesieniu do drzew duży niepokój organizacji pozarządowych i społeczeństwa budziły zmiany w zakresie pozwoleń na wycinkę. Do końca 2016 roku nie było wymagane uzyskanie zezwolenia w przypadku drzew, których obwód pnia na wysokości 5 cm nie przekraczał 35 cm albo 25 cm (w zależności od gatunku). Po zmianach przepisów, pozwoleń na usunięcie zieleni nie potrzebowaliby właściciele prywatnych posesji, o ile nie wykorzystaliby tych terenów na prowadzenie działalności gospodarczej. Pojawiły się pytania, czy taka liberalizacja przepisów nie doprowadzi do masowej dewastacji przyrody, szczególnie w przypadku gdy byłoby to korzystne dla właścicieli nieruchomości, którzy chcą je sprzedać. Dodatkowo podjęto działania mające na celu przekazanie sporej części kompetencji włodarzom miast. To oni mieli decydować, o tym ile drzew wytną i nie mieliby w tym zakresie organu kontrolnego… Nową ustawę przyjęto 16 grudnia 2016 r. na słynnym posiedzeniu w Sali Kolumnowej. Zgodnie z obowiązującym od początku 2017 roku prawem właściciele nieruchomości mogli bez zezwolenia wycinać rosnące na nich drzewa, a zieleń w pasach drogowych nie wymagała już uzgodnienia z Regionalnymi Dyrekcjami Ochrony Środowiska. Skala wycinek wynikających ze zmiany systemu prawnego była porażająca. Firmy zaliczały ponadnormatywne wzrosty zleceń na wycinkę drzew. Głośne stały się wycinki w Katowicach (dzielnica Giszowiec), Zakopanem, Gdyni (dzielnica Kamienna Góra), Gdańsku, Szczecinie, Warszawie (ul. Marszałkowska, róg ulic. Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej), Olsztynie, czy Radomiu. Codziennie media zasypywały nas nowymi doniesieniami. Choć nowe prawo nie pozwalało na usunięcie drzew w celu prowadzenia działalności gospodarczej, w wielu przypadkach jasno widać było, że ta kwestia jest ignorowana przez właścicieli nieruchomości.

30 (2)

Nagle ludzie zaczęli dostrzegać, że coś jest nie tak. Prawo prywatnej własności stało się niemal święte. Z jednej strony zrozumiałe jest to, że każdy chce zarządzać swoim mieniem według własnego uznania. Jednak zastanawiające jest to, że nie interesuje nas – jako społeczeństwa, kto i co wycina na swojej działce gdzieś daleko w Polsce. Problem pojawia się dopiero, gdy to w naszym otoczeniu drastycznie ubywa zieleni. Tam ekosystem sobie poradzi, a u nas już nie. Nie jest to dziwne? Rodziły się też kolejne pytania. Skoro nie możemy na własnych działkach zrobić wysypiska śmieci, wylewać ścieków, założyć chlewni, czy zbudować elektrowni – to dlaczego drzewa i krzewy wyłączono z konieczności przechodzenia odpowiednich procedur? Mimo, iż zmiany w prawie co jakiś czas są konieczne, to jednak nie wszystkie muszą być aż tak skrajne. Wycinka drzew nie powinna być w sferze absolutnej dowolności. Widoczne jest to m.in. w przestrzeni miejskiej, która stanowi przestrzeń wspólną. Wszelkie działania powinny być tak prowadzone, żeby zachować prawo do dobrych warunków życia w najbliższym otoczeniu.

9
fot. E.Fic

Tutaj przyszedł czas na bohaterkę tego wpisu. Martwą wiewiórkę z Parku Szczęśliwickiego. Ci którzy dobrze mnie znają, wiedzą jak bardzo zależy mi na tym, aby chronić przyrodę. Niektórzy znajomi żartują sobie, że przeze mnie musieli poznać gatunki drzew, a inni, że idąc parkiem wypatrują w koronach drzew gniazd ptaków i dopytują, czy już rozpoczął się sezon lęgowy. Uwrażliwianie innych na potrzeby przyrody to zajęcie, które daje satysfakcję. Dlatego też nie zdziwiło mnie, gdy przyjaciel przysłał mi na Facebooku zdjęcie dotyczące przyrody. Był czwartek, 2 marca 2017 r. Jakie było moje zdziwienie, gdy powiększyłem sobie miniaturkę. Wiewiórka. Martwa wiewiórka. Ogarnęła mnie mieszanka bezsilności, złości i współczucia. Nie chciałem stać obojętnie i postanowiłem zabrać głos. Chciałem pokazać znajomym jak ważna jest troska o naszym „małych przyjaciół”. Gdy dzieje się coś złego to trzeba o tym mówić głośno. Uzyskałem od przyjaciela dane dotyczące daty i miejsca wykonania fotografii oraz osoby, która jest autorem zdjęcia. Przygotowałem krótki wpis (treść poniżej) na portal społecznościowy, dodałem fotografię i kliknąłem opcję „opublikuj”:

„Takie zdjęcia będą teraz codziennym widokiem. Ktoś sobie wymyślił ustawę, ktoś tworzy uchwały… Drzewa znikają… Czy ktoś zastanawia się nad tym, że każde z drzew jest domem dla wielu istot. 
Dokarmiamy zimą ptaki i wiewiórki. Cieszymy się, gdy latem słyszymy śpiew ptaków, a w parku widzimy przebiegającego rudzielca.
Załączony obrazek jasno pokazuje jaką krzywdę wyrządzamy przyrodzie. Ta wiewiórka straciła swoją dziuplę, w której prawdopodobnie utkała z porostów i mchu „gniazdo”. Jej cierpienia nie trzeba chyba opisywać…
Zostawiam Wam ten obrazek. Wy wysuńcie własne wnioski.

Zdjęcie wykonane przez Pana Kamila w Parku Szczęśliwickim.”

Projekt bez tytułu(1)

Z poczuciem zrobienia czegoś dobrego dla zwierząt wylogowałem się z cyberprzestrzeni. Męczący tydzień i długi dzień spowodował, że musiałem zrobić sobie choćby krótką drzemkę. Z krainy snu wyrwał mnie dzwonek telefonu od przyjaciela – Kuby. Po chwili zastanowienia odebrałem. Pierwsze co usłyszałem w słuchawce to pytanie o liczbę lajków. Hmmm… Bez zastanowienia odpowiedziałem, że były dwa (tyle przynajmniej było, gdy opuszczałem Facebooka). Po drugiej stronie usłyszałem chichot i komunikat: „Chyba dwa tysiące!”. Na początku pomyślałem sobie, że to żart. Ale znajomy przekonywał mnie, że mówi prawdę. Po zakończeniu rozmowy włączyłem przesył danych… To był błąd. Liczba spływających komunikatów zablokowała mi telefon. Konieczny był restart. Szok. To chyba najlepsze stwierdzenie i uczucie, które mi wtedy towarzyszyło. Mój wpis zaczął zbierać mnóstwo reakcji, komentarzy i udostępniały go setki osób. Nie za bardzo wiedziałem jak reagować na taką sytuację. Z jednej strony była to radość, że ludzie nie są obojętni na krzywdę zwierząt. Z drugiej jednak strony było to coś nowego, co budziło coś w rodzaju niepokoju. Jak każdy, zwykły użytkownik portalu społecznościowego zamieszczałem różnego rodzaju wpisy na swojej tablicy. Jednak to ten z wiewiórką rozprzestrzeniał się w sieci z minuty na minutę. Zaczęły pojawiać się pierwsze artykuły m.in. na portalach: naTemat, Wirtualna PolskaCosmopolitanEska, Niezwykłe.plPikio oraz NovaTV a wśród udostępniających znalazła się także Pani Krystyna Janda. W międzyczasie skontaktowałem się z autorem zdjęcia – Kamilem. Wymieniliśmy się spostrzeżeniami i zastanawialiśmy się skąd tak duże zaintersowanie naszym wspólnym postem. Nie bez powodu piszę o nim – „nasz”. Gdyby nie zdjęcie Kamila i opatrzenie go moim tekstem to nic by się nie wydarzyło. Czasami splot nieprzewidzianych zdarzeń powoduje, że ludzie z dwóch odległych miast mogą zainicjować coś co w założeniu miało uwrażliwiać nasze otoczenie i dać okazję do refleksji. Jednak żaden z nas nie przypuszczał, że zdjęcie martwej wiewiórki obiegnie całą Polskę, a sam wpis skomentuje 9653 użytkowników Facebooka. Jednak obaj zgodnie stwierdziliśmy, że skoro obraz poruszył tak szerokie grono osób, to wielu z nas Polaków nie zgadza się na daleko idące zmiany w ochronie przyrody. W tym konkretnym przypadku nie miało znaczenia, czy drzewo rośnie na terenie miejskim, prywatnej posesji, czy nawet w lesie. Znaczenie zdjęcia było symboliczne. Miało ono jedynie pokazać, że każdego dnia znikają kolejne obszary zielone. Obszary, które są miejscem bytowania wielu organizmów. Niekontrolowane wycinki w okresie lęgowym ptaków i okresie rozrodczym nadrzewnych ssaków, niosły za sobą olbrzymie ryzyko. Mógł ucierpieć nie tylko otaczający nas krajobraz, ale także żywe istoty, które w brutalny sposób pozbawiane były swoich domów.

Z rozmowy z autorem dowidziałem się, że zdjęcie wykonał w czwartkowe popołudnie, w drodze do pracy. Był więc to 2 marca 2017 r., a nie jak twierdzili niektórzy internauci, że fotografia datowana jest na jesień 2016 r. lub co gorsze stanowi fotomontaż. Przykre jest to, że w ludziach jest tyle jadu, rozgoryczenia, chamstwa i wiele osób doszukuje się we wszystkim manipulacji. Kolejną kwestią, którą należy wyjaśnić to miejsce wykonania fotografii. Zarówno w opisie postu, jak i w nielicznych wywiadach, które mógł udzielić Kamil, zwracaliśmy uwagę, że był to Park Szczęśliwicki. Jest więc to teren na warszawskiej Ochocie, zlokalizowany pomiędzy ulicą Włodarzewską a Drawską. W wielu komentarzach zarzucano, że teren miejski nie ma nic wspólnego z nowym systemem prawnym. Co nie jest do końca prawdą. Owszem, od 1 stycznia 2016 r. osoby prywatne mogły wycinać drzewa bez wymaganego zezwolenia. Jednak nie tylko ich dotyczyły zmiany. Ustawodawca dał możliwość lokalnym włodarzom, aby tworząc uchwały rad miasta, mogli oni bez organu kontrolnego decydować o tym co ma być usuwane. Tak więc prace w parkach miejskich także stanowiły skutek nowego prawa. Co więcej, już latem 2016 r. pojawiałay się doniesienia (jak np. MetroWarszawa) o wycince zdrowych drzew pod parking. Podkreślam jednak, że zdjęcie martwej wiewiórki było szansą zwrócenia uwagi ludzi na problem istot żywych, które same nie mają okazji zabrać głosu. Kamil wielokrotnie mówił, że w parku zobaczył kawałek świeżo ściętego drzewa, wokół którego leżały wióry. W zagłębieniu dostrzegł wiewiórkę, wyjął telefon, żeby uwiecznić ten moment. Nie przypuszczał, że ssak nie żyje. Sądził jedynie, że śpi. W końcu wiewiórki żyją około pięć lat i znajdują się w Polsce pod ochroną prawną. Jak wielu z nas chciał pstryknąć jedną fotkę i pójść dalej. Nie powinno więc dziwić, że na fali wcześniejszych, medialnych doniesień poczuł żal, że ludzie nie dbają o przyrodę. Szczególnie, gdy nieopodal słyszał dźwięk pracującej piły. Jak się później okazało, to konkretne drzewo, na którym znalazła się wiewiórka poddane zostało cięciom, gdy wyłamał się jeden z jego konarów. Prawdopodobnie tutaj nastąpiła nieścisłość, która krąży w sieci. Cięcia i usunięcia konaru dokonano prawdopodobnie jesienią 2016 r., natomiast zdjęcie naszej rudej bohaterki wykonane zostało 2 marca 2017 r. Jak widzicie, daty nie są tożsame. A wystarczyło zwrócić się do któregoś z nas z prośbą o komentarz. Nie zrobiono tego. Mimo, że Kamil nie jest Warszawiakiem, to jednak jest bardzo zżyty ze stolicą. Jego postawa życiowa jest godna podziwu, bo pomimo braku przynależności do Warszawy, interesuje go to co się w niej będzie dalej działo. Nie chcę żyć w mieście bez zwierząt i drzew w parkach. Dlatego też bez problemu znaleźliśmy nić porozumienia. Obu nam zależy na tym, żeby w naszym otoczeniu było miejsce na zieleń, która daje schronienie zwierzętom.

16

Niestety z tego co piękne, wartościowe i skłaniajace do refleksji niewiele zostało. Kto miał zrozumieć przekaz „naszego postu” to zrozumiał. Wielu jednak uległo wpływom mediów i wykorzystano naszą wrażliwość na krzywdę w przyrodzie do własnych celów, w tym celów politycznych. Tylko, czy było to aż tak konieczne? Na to pytanie każdy z Was musi odpowiedzieć sobie sam. Na nas spłynęła fala hejtu, oskarżeń, a na skrzynki facebookowe otrzymywaliśmy niewybredne i obraźliwe komentarze. Za co? Za to, że jesteśmy sobą i nie przeszliśmy obojętnie obok krzywdy wyrządzanej drzewom i wiewiórkom. Nasz wpis i samo zdjęcie stało się medialnym symbolem „Lex Szyszko”. Dla nas stało się  początkiem fajnej znajomości. Nie bez powodu odnajdziecie też motyw wiewiórki w logo fanpage i  niniejszego bloga.

Czasami myślę sobie, że wielu ludzi przejrzało dzięki nam na oczy. Jest jednak mnóstwo osób, które nigdy nie dostrzegą problemu jakim jest destrukcyjny wpływ człowieka na środowisko. A kiedy się obudzą, będzie już za późno. Może dalej śnią o zabawch z wiewiórkami, czy ich karmieniu –  w końcu według senników zwiastuje to
radosne zdarzenia w życiu osoby śniącej i oderwanie się od codziennych trosk. Tylko, czy po tak przyjemnym śnie będą, mieli jeszcze okazje doświadczyć spotkania z sympatycznymi rudzielcami na żywo? Czy zobaczą ich nieustanną rywalizację z dzięciołami, czy sójkami o orzechy leszczyny i buka? Jeśli tylko zrozumiemy, że przyroda jest nam niezbędna do życia, to może uda się ocalić te piękne cuda natury.  A idąc do parku, czy lasu zaobserwujemy młode gryzonie, bawiące się na okolicznych drzewach, stwarzając zabawny, uroczy i przyjazny dla oka obrazek. Wszystko jest w naszych rękach, dlatego nie bądźmy obojętni na to co dzieje się wokół nas i reagujmy.

17

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: